Z archiwum: Zbójecka chałupa

Artykuł umieszczony w czasopiśmie Ojczyzna: tygodnik dla ludu polskiego z 1911, nr 6.

Zbójecka chałupa.

Warszawskie dzienniki doniosły niedawno o ohydnym mordzie, jaki popełniono w Morawicy pod Kielcami. Dzisiaj podajemy szczegóły tego wypadku, który jest jaskrawym dowodem zdziczenia, wywołanego ciemnotą wśród naszego ludu. Morawica, wieś pod Czarną Nidą pod Kielcami, gdzie znajdują się duże młyny, ma ustaloną w okolicy sławę. Jest to gniazdo rozbójników, grabiących nie tylko przejeżdżające do Pińczowa i Buska .wozy frachtowe, lecz zapuszczających się po Wiślicę i Skalbmierz na wyprawy zbójeckie, zwłaszcza po konie. Tą drogą nabyte konie mają zbyt w Jędrzejowie i Kielcach. Oprócz tego rozbójniczego zajęcia niektórzy mieszkańcy Morawicy w chwilach wolnych — zajmują się furmanką. Tam też mieszkający w Brzezinach oraz odległych o kilkanaście wiorst Kielcach, kupcy, handlarze, wynajmują furmanki do odstawy zboża. Niedawno temu kupiec z Brzezin, Berek Maślanka, wybrał się do Morawicy, celem umówienia się z jednym z miejscowych gospodarzy o odstawienie większej partyi zboża do młyna w Morawicy. Ponieważ układy kupca z woźnicą Janem S. przeciągnęły się dość długo i noc już zapadała, dlatego też kupiec, bojąc się napadu po drodze, postanowił przenocować w Morawicy. Ostatecznie postanowiono, że kupiec prześpi się w izbie na podłodze. Ponieważ jednak kupiec miał przy sobie przeszło 300 rb., a ciągłe napady bandyckie są w Morawicy na porządku dziennym, dlatego też sumę tę oddał do przechowania gospodarzowi, chcąc w ten sposób zabezpieczyć się od napadu ze strony właściciela mieszkania. Zmęczony całodziennem chodzeniem, kupiec rychło położył się na przygotowanem dla niego na podłodze posłaniu. Dziwna jednak rzecz, mimo zmęczenia nie mógł on zasnąć i przypisując to panującemu w izbie zaduchowi, postanowił przenieść się do szopy z sianem. W rzeczywistości przy pomocy gospodarstwa przeniesiono manatki kupca do szopy. Gospodarstwo widzieli, jak zmęczony kupiec legł na sianie, przykrył się kapotą i zaczął zasypiać. Tymczasem kupcowi zaczęły się rodzić w głowie pewne wątpliwości. Całe zachowanie się gospodarstwa wydało mu się wysoce podejrzanem. Pod wpływem tego postanowił- on po raz trzeci zmienić miejsce. Tym razem bez zawiadomienia gospodarstwa wdrapał się na strych szopy i tam usławszy sobie posłanie, położył się. Po chwili usłyszał skrzypnięcie wrót. Oto syn gospodarza, 20-letni parobek, wrócił z karczmy i legł na posłaniu, które przed chwilą opuścił kupiec. Skutkiem nadmiaru spożytej w karczmie wódki, młody człowiek w kilka minut zasnął twardo, tak, że naokoło rozlegało się silne chrapanie, które nie dało spać leżącemu na górze kupcowi. Po pewnym upływie czasu, znów rozległo się ciche skrzypnięcie wrót. Zaniepokojony tem kupiec, nachylił się do otworu prowadzącego na strych i w bladem świetle księżyca ujrzał dwie nachylające się nad śpiącym postacie. Poznał ich: to gospodarz i jego żona, przyglądali się śpiącemu. Wśród ciszy nocnej słuchający usłyszał szept mężczyzny: — Śpi psiawiara — po chwili zaś — ty weź siekierę, tnij w głowę, a jakby się jeszcze rzucał, to ja go dobiję kijem. Wśród mdłych promieni księżyca kobieta oburącz schwyciła toporzysko. Rozległo się głuche uderzenie — śpiącego przeszedł dreszcz konwulsyjny... Ciche skrzypnięcie wrót dowodziło, że zbrodniarze wyszli. Niezamącona cisza zapanowała w szopie. Uniknąwszy śmierci, którą przygotować mu chcieli S., kupiec przez poszycie słomiane dachu wydostał się na drugą stronę szopy, skąd chyłkiem przedostał się do mieszkania wójta w Morawicy. Mimo spóźnionej pory wójt nie spał — rozmawiał właśnie ze znajdującymi się u niego strażnikami ziemskimi. Kupiec opowiedział obecnym przebieg całej sprawy, na skutek czego wójt w towarzystwie strażników udał się do mieszkania S. Po dłuższem dobijaniu S. otworzyli drzwi domu. — Gdzie żyd? — zapytał się wójt. — Jaki żyd, żadnego żyda nie widziałem — bełkotał, udający zaspanego gospodarz. — Ano ten, co ci dał 300 rubli — i co spał w szopie. Gospodarz usiłował bronić się, lecz przyparty do muru przez strażników, przyznał się... że zamordował go dla wzięcia pieniędzy. Rozegrała się ohydna scena. Mąż twierdził, że żona go do tego namówiła, żona zaś zwalała winę i przyczynę zbrodni na męża. Tymczasem przyniesiono pochodnię i zbrodniarzy, zaprowadzono do szopy... Przy jaskrawem świetle pochodni zbrodniarze poznali, że zamordowali swoje dziecko... Aresztowanych odstawiono do więzienia.

(oprac. KP)

logo_wh

Kontakt

Stowarzyszenie Przyjaciół Brzezin
Brzeziny, pl. ks. Augusta Żołątkowskiego 1
26-026 Morawica

tel. 794 728 340
email: stowarzyszenie.brzeziny@gmail.com

w sprawach świetlicy: 605 075 365